Puste krzesło przy stole, milczący telefon, rzeczy, których nikt już nie używa. I słowa, których nie zdążyliśmy wypowiedzieć… We wtorek 3 listopada w dursztyńskim kościele parafialnym odbyła się wyjątkowa Droga Krzyżowa za zmarłych. Rozważania prowadzone przez br. Lucjusza Wrotniaka poruszyły najczulsze struny ludzkich serc. Były łzy, wspomnienia i tęsknota za tymi, którzy odeszli. Ale była też nadzieja, że śmierć nie jest końcem, a rozstanie – na zawsze.
Nabożeństwo poprzedziły wypominki oraz Msza św. z homilią, której przewodniczył o. proboszcz Łukasz Sławiński. Następnie wierni wyruszyli w symboliczną drogę za cierpiącym Chrystusem, powierzając Mu swoich bliskich zmarłych.
Każda z czternastu stacji poświęcona była innej grupie osób, które odeszły do wieczności. Wspominano zmarłych ojców i matki, braci i siostry, dziadków, krewnych i przyjaciół. Modlono się za tych, którzy zmarli po długiej chorobie, odeszli nagle, w samotności, a także za dzieci, których śmierć pozostawiła w sercach rodziców szczególnie bolesną pustkę.
Rozważania br. Lucjusza były niezwykle osobiste. Nie mówiły o śmierci w sposób odległy czy abstrakcyjny. Przywoływały obrazy dobrze znane każdemu, kto stracił kogoś bliskiego: spracowane dłonie ojca, matczyną troskę, wspólne dzieciństwo z rodzeństwem, ciepło babcinej kuchni, ostatnią rozmowę, pożegnanie przy szpitalnym łóżku.
Było w nich miejsce również na trudne relacje, niewypowiedziane „przepraszam”, niedokończone rozmowy i żal, że zabrakło czasu na pojednanie.
Przejmująco wybrzmiały słowa rozważania przy XII stacji – śmierci Jezusa na krzyżu. To właśnie tam, pod krzyżem, znalazły swoje miejsce wszystkie ludzkie pożegnania, tęsknoty i łzy.
„Gdybym mógł jeszcze raz usłyszeć głos mamy, porozmawiać z tatą, zobaczyć uśmiech dziecka, powiedzieć: kocham cię…”
Te proste słowa trafiały w samo serce. Bo któż z nas nie chciałby choć na chwilę cofnąć czasu? Jeszcze raz usłyszeć znajomy głos, przytulić ukochaną osobę, zapytać o radę, powiedzieć to, na co kiedyś zabrakło odwagi albo zwyczajnie czasu?
Niejedna łza popłynęła po policzkach uczestników nabożeństwa. Rozważania dotykały bowiem ran, które mimo upływu lat nie zawsze się zabliźniają. Przypominały jednak również, że przed Bogiem nie trzeba ukrywać bólu ani udawać siły. Przecież sam Jezus zapłakał przy grobie Łazarza.
Szczególnie wymownym momentem nabożeństwa była XIII stacja – zdjęcie Jezusa z krzyża. Wówczas od paschału, symbolu Chrystusa Zmartwychwstałego, zapalono przyniesione przez wiernych znicze. Ich płomienie stały się znakiem wiary w życie wieczne i duchowej więzi łączącej żywych z tymi, którzy odeszli.
Po zakończeniu Drogi Krzyżowej uczestnicy zanieśli zapalone znicze na cmentarz, by pozostawić je na grobach swoich bliskich. Światło zaczerpnięte od paschału powędrowało więc z kościoła na miejsce spoczynku zmarłych – jako symbol pamięci, modlitwy i nadziei zmartwychwstania.
Ostatnia stacja, złożenie Jezusa do grobu, nie była zakończeniem w smutku. Przeciwnie – prowadziła ku chrześcijańskiej nadziei, że grób nie ma ostatniego słowa, bo – jak podkreślił br. Lucjusz: „Nie kończymy tej Drogi Krzyżowej rozstaniem, ale nadzieją, że znów będziemy razem. Nie przy grobie, ale w domu Ojca”.














































Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!