Magiczny zachód. „Ogryzione” Słońce nad Babią Górą

Jeszcze chwilę wcześniej siedziałam spokojnie na kanapie i, prawdę mówiąc, wcale nie planowałam żadnej wieczornej wyprawy. A potem napisała przyjaciółka: – No weź! Jak często masz okazję obserwować zaćmienie Słońca?!

No właśnie. Jak często? Zerwałam się więc niemal w ostatniej chwili i pognałam oglądać zachód słońca. Ale nie taki zwyczajny. Dzisiejszy, 12 sierpnia, miał w sobie coś szczególnego – zachodzące Słońce było częściowo przesłonięte przez Księżyc. I wiecie co? Warto było zerwać się z tej kanapy.

Na szczycie ścieżki rowerowej zebrała się spora gromadka ludzi. Ktoś patrzył w niebo, ktoś próbował zrobić zdjęcie, ktoś po prostu stał i chłonął tę chwilę. Nagle codzienność gdzieś zniknęła. Nikt się nie spieszył. Wszyscy patrzyliśmy w jednym kierunku. Było w tym coś magicznego. Wręcz pierwotnego. Słońce powoli zniżało się ku horyzontowi, a jego tarcza wyglądała tak, jakby ktoś odgryzł z niej kawałek. Z minuty na minutę światło stawało się coraz cieplejsze, niebo nabierało głębszych barw, a my staliśmy i patrzyliśmy.

Aż w końcu to „ogryzione” Słońce zaczęło chować się za Babią Górą. Widok był niesamowity – charakterystyczna sylwetka Królowej Beskidów na horyzoncie, a nad nią coraz niżej zawieszona, nadgryziona przez Księżyc słoneczna tarcza. Jeszcze przez chwilę było ją widać, a potem zniknęła za górą.

Pomyślałam wtedy, że jest coś niezwykłego w takim spontanicznym zgromadzeniu ludzi pod otwartym niebem. Jakbyśmy na moment przyszli tam wszyscy w tym samym celu – oddać hołd Stwórcy i Jego niezwykłym dziełom. Bez słów, bez wielkich gestów. Po prostu patrząc.

I nagle było po wszystkim. Zostało tylko to cudowne poczucie, że właśnie zobaczyło się coś, czego nie da się zatrzymać ani powtórzyć na życzenie.

Dlatego wybaczcie – wrzucam wszystkie zdjęcia, które zrobiłam! Próbowałam wybrać kilka, naprawdę próbowałam… ale nie potrafię. Każde zatrzymało trochę inny moment tego niezwykłego wieczoru.

I pomyśleć, że mogłam zostać na kanapie…

Dziękuję Barbarze Kamińskiej za skuteczne wyciągnięcie mnie z domu, a Aleksandrze Krzysztofek za użyczenie swoich zdjęć do galerii. Są takie chwile, dla których naprawdę warto rzucić wszystko i po prostu pobiec popatrzeć w niebo.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.